Tajski street food, czyli co się pichci i je na targach w Tajlandii

Hej!

Stara mądrość wschodu (wymyślona przez nas) głosi: „Nie byłeś w Tajlandii, jeśli nie spróbowałeś tajskiego street foodu*”. Jak na mądrości przystało kryje się w niej wiele prawdy. O jedzeniu w Tajlandii napisano już wiele, a my wtrącimy swoje trzy grosze, ponieważ po prostu KOCHAMY TAJSKĄ KUCHNIĘ! Sam street food to prawdziwa duma Tajlandii i prawdopodobnie najlepsze co, oprócz niesamowitej przyrody i przemiłych ludzi, może nam zaoferować ten kraj! A oto nasz krótki przewodnik po tajskim street foodzie.

1. Dlaczego street food?

To po prostu najszybszy, najprzyjemniejszy i najtańszy sposób na poznanie niezwykle różnorodnej tajskiej kultury. Przede wszystkim przydrożne wózki i targi z jedzeniem nie zostały stworzone dla turystów, są integralną częścią życia Tajów, którzy sami stołują się w ulicznych garkuchniach lub kupują w nich jedzenie na wynos. Czy może istnieć lepsza reklama? Oczywiście, w okolicach Khao San Road i starej części Bangkoku znajdziemy sporo „ściemy”, która na szczęście polega głównie na tym, że bardziej niż żołądek ucierpi nasz portfel. W gratisie możemy również usłyszeć pytanie zadawane w turystycznych miejscach na widok białej twarzy: „Spicy or not spicy?”. Tak czy inaczej, smaki powinny na zmianę zachwycać i dziwić niezależnie od miejsca. Nam rozczarowanie zdarza się tak rzadko, że chyba nie umiemy podać żadnego konkretnego przykładu!

2. Co zjeść?

Łącznie spędziłyśmy w Tajlandii około dwóch miesięcy i nadal często zdarza nam się przechodzić obok straganów z jedzeniem i zadawać sobie pytanie: „Co tu się właściwie pichci?”. Możliwości jedzeniowe są tutaj nieskończone – od zielonego curry, przez grillowane rybki z rzeki do całego mnóstwa różnych owoców – każdy znajdzie coś dla siebie. Gwarantujemy. Ciężko natomiast powiedzieć, które z dań warto spróbować, ponieważ często trudno dokładnie określić, co właściwie jemy. Przykład? Większość zup z makaronem po angielsku tłumaczona będzie jako po prostu „noodle soup”, więc zazwyczaj nie sposób dojść, co dokładnie w niej jest i czym różni się od tej na straganie obok. Jadłyśmy w Tajlandii dziesiątki noodli a niemal wszystkie różniły się od siebie smakiem, zapachem a nawet kolorem (noodle różowe, brązowe, szare, żółte, czarne…).

Nasz krótki, subiektywny przewodnik po ulubionych tajskich potrawach:

Weronika:

Masaman curry – tajskie curry wywodzące się z kuchni irańskiej – cudowna adaptacja! Potrawa dosyć słodka, bardzo aromatyczna (kumin, kardamon, cynamon…) o średnim poziomie ostrości; Połączenie powyższych przypraw i mleko kokosowe sprawiają, że to jedno z moich ulubionych dań na świecie. Cena: 50 – 70 baht

Papaya salad – niezwykle odświeżająca sałatka z papai. Idealna w porze lunchu, kiedy słońce grzeje niemiłosiernie i ma się ochotę na coś lekkiego. Sok z limonki, ostre papryczki, drobniutkie krewetki i papaja – dla mnie smakowy strzał w dziesiątkę! Cena: 30 – 50 baht.

Mango sticky rice – deser, z którym mam dziwną relację. Nieczęsto mam na niego ochotę, ponieważ słodki ryż to nie jest to, co lubię najbardziej. Tak, czy siak, na pewno warto spróbować, zwłaszcza ze względu na połączenie pysznego, słodkiego mango z mlekiem kokosowym, w którym ugotowany jest ryż. Cena: 40 – 80 baht.

Tom Kha Kai – zupa na bazie mleka kokosowego z trawą cytrynową. I znów, niezwykle odświeżające połączenie. Jedno z moich ulubionych dań kuchni tajskiej. Cena: 30-50 baht.

Wiktoria: 

Pad Thai – mój absolutny faworyt i bodaj najsłynniejsza tajska potrawa. Coś, co każdy, będąc w Tajlandii, musi spróbować. Cena? Waha się od około 40 do 100 baht, w zależności od miejsca, wybranych dodatków (kurczak, owoce morze, opcja wegetariańska etc.). Trzeba zaznaczyć, że pad thai pad thaiowi nie równy i nie zawsze zasmakujemy go w najlepszej odsłonie. Dlatego warto spróbować tego dania w różnych miejscach.

Green curry – kolejny z klasyków tajskiej kuchni, potrawa przygotowana na bazie „green curry paste” (pasty z limonki, trawy cytrynowej, bazylii tajskiej itp.) i mleka kokosowego. Cena? Około 50-70 baht.

Thom Yum Soup – zupa na bazie pasty chilli, z dodatkiem limonki i galangalu. Niesamowita kompozycja smaków! Oczywiście, jeśli traficie na dobrą Thom Yum, a w zasadzie taką, która Wam podpasuje, bo tak jak w Polsce, ile ludzi tyle wersji rosołu, tak samo w Tajlandii… Thom Yum Soup będzie na każdym straganie nieco inna. Cena? 40-60 baht.

Egg noodle soup with red roast pork – zupa podobna do rosołu z noodlami i pieczoną wieprzowiną. Niebo w gębie, nawet dla tych, którzy, tak jak ja, nie przepadają za wieprzowiną! Cena: 30-60 baht.

* Szacunkowe ceny opieramy o doświadczenia w miejscach mniej turystycznych.

Na zdjęciach możecie zobaczyć m.in. nocny targ, kolorowe tajskie słodycze, sałatkę z papai, zielone curry i pad thaia przygotowanego własnoręcznie przez nas, kolorowe słodkie pierożki, lodowy pyszny deser!

3. Gdzie zjeść?

Nie ma żadnej reguły, które pozwoliłaby nam stwierdzić, które uliczne jedzenie okaże się dobre, a które nie. My kierujemy się bardzo prostą zasadą (#protip): jedz tam, gdzie miejscowi! Tam, gdzie jest dużo ludzi (zwłaszcza Tajów!) jedzenie będzie dobre… a w każdym razie powinno być, bo w końcu gusta i guściki. 😉 Czasem może się zdarzyć, że menu będzie tylko i wyłącznie w języku tajskim albo nie będzie go wcale. Wtedy zaglądamy w garnki lub w plastikowe talerze innych gości i na migi próbujemy zamówić to, co wygląda najapetyczniej!

4. Ceny

Jedną z głównych zalet odwiedzania ulicznych straganów i lokalnych „knajpek” są ceny potraw. Te wahają się od około 20 do 80 bahtów, w zależności od regionu, popularności danego miejsca, no i oczywiście tego, co chcemy zjeść. Nie trzeba chyba jednak nikogo przekonywać, że to bardzo tanio!

5. Kwestie… higieniczne

Wiele osób (zwłaszcza na początku) boi się próbować jedzenia z ulicznych straganów, zwłaszcza, gdy okazuje się, że pałeczki nie są tu jednokrotnego użytku, a talerze myje się tu na oczach gości w wielkich miskach pełnych mydlin (w większości takich knajpek zaplecze nie istnieje, więc nie ma się też co dziwić, gdzieś w końcu trzeba te talerze umyć!). Niemniej jednak nie ma się co bać! Łącznie spędziłyśmy w Tajlandii dwa miesiące i ani razu nie zdarzyło nam się żadne zatrucie pokarmowe – to tylko kwestia „przezwyciężenia w sobie” europejskich przyzwyczajeń. Jedzenie na tajskich straganach jest naprawdę świeże, więc nie ma się czego obawiać. Przymknijcie oko na to, co wprawiłoby sanepid w palpitacje serca… i rozkoszujcie się swoim aromatycznym curry (albo zupą… albo czym chcecie, wszystko jest naprawdę pyszne!). Po wizytach w innych krajach Azji Południowej (m.in. w Wietnamie) sposób przygotowania i podania potraw w Tajlandii wydaje się nam teraz niezwykle higieniczny. 🙂

6. Inne kwestie

Czy obiło Wam się kiedyś o uszy, że Tajowie to bardzo honorowy naród? To prawda, w przeciwieństwie do wielu innych krajów Tajowie nie są nastawieni na próbę oszukania (tudzież oskubania) turysty – jeżeli zdecydujecie się spróbować czegoś na malutkim straganie, możecie być niemal pewni, że zostaniecie potraktowani tak samo jak „localsi” – nikt nie będzie próbował wam sprzedać noodli za 150 baht, podana cena będzie taka sama jak dla okolicznych mieszkańców.

Oczywiście, ten krótki przewodnik w żaden sposób nie jest w stanie wyczerpać tematu tajskiego street-foodu, w końcu, tak jak wspomniałyśmy, nie chodzi tu jedynie o jedzenie, ale o styl życia! 🙂

Pozdrowienia z Laosu!

W/W

*anglicyzm, który ułatwia życie blogera i pozwala na zbiorcze określenie jedzenia sprzedawanego na ulicach. W Tajlandii spotkamy się z: nocnymi targami, garkuchniami na rogach ulic z plastikowymi krzesełkami, grillami na wózkach, skuterami – kuchniami, koktajlbarami na kółkach itd., itd. Część z nich na pewno zobaczycie na naszych zdjęciach.

Reklamy

3 thoughts on “Tajski street food, czyli co się pichci i je na targach w Tajlandii

  1. Mega inspirujący i przyjazny dla oka blog! Z przyjemnością się go czyta. Przyda się na pewno jako poradnik przy mojej pierwszej podróży do Tajlandii, którą planuje podczas wakacji. Nie mogę się doczekać kolejnych wpisów 😊

    Polubienie

  2. Uwielbiam jedzenie uliczne i jem tylko takie. Jestem tu 5 lat i jeszcze nic strasznego mi sie nie przytrafiło. Jeżeli chodzi o higienę to warto pamiętać, że lekkie problemy żołądkowe nie wynikają z zatrucia, ale z tego, że nasz organizm przyzwyczaja się do innego jedzenie i innej flory bakteryjnej. To, że np. z rana pogoniło cię do łazienki nie oznacza problemów żołądkowych, ale to, że twoje ciało musi się nieco przestawić, albo że zjadłeś coś nieco bardziej pikantnego. Problemy są dopiero wtedy kiedy boli cię brzuch do tego stopnia, że nie możesz się ruszyć albo co 5 minut biegasz do łazienki. Wtedy pojawia się też gorączka i poczucie osłabienia. Bardzo dużo turystów panikują jak tylko poczuje lekką niestrawność. Naprawdę nie ma co się bać. Jedzenie ze straganów jest super 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s